ALARM / Wschód Kultury / fotorelacja

04d
fot. Robin Holm / Estrada Rzeszowska

Kolejna odsłona spektaklu dźwiękowego mojej koncepcji, o tytule Alarm, percussion thriller, zapisuje się pośród wydarzeń minionych. Ale ja już teraz wiem, że będzie kontynuowany, tzn. odbędzie się kolejna jego edycja. Na ile jego koncepcja będzie zbliżona do aktualnej, nadal pozostaje w kwestii dalszych moich wniosków i pomysłów. Jednak czuję, że czerwcowa wersja nabrała pewnych kształtów pożądanego modelu. Niewykluczone jest, że wersja ostateczna nigdy nie zostanie wygenerowana, bo tak jak dzieje się ze stawianymi sobie celami – gdy są osiągnięte, satysfakcja i świadomość są skromniejsze niż w pierwotnym przypuszczeniu, gdyż kolejne cele są już na horyzoncie, a sięgają dalej niż poprzednie. Zdaje się, o takie dążenia chodzi. Zatem formuła Alarmu powinna ewoluować.

Tym razem, w Rzeszowie, dnia 23 czerwca, w ramach festiwalu Wschód Kultury 2016, a dokładnie podkarpackiej edycji tego festiwalu, czyli Europejskiego Stadionu Kultury, Alarm przyjął formę dwu-segmentowej projekcji audialnej z udziałem perkusji i elektroniki. Żeby być dokładniejszym: multi-perkusji, z racji szerokiej gamy instrumentarium rozdysponowanego w przestrzeni w formie zestawów, oraz live-electronics, z racji jej charakteru bycia kreowaną na żywo. Pierwszy segment był dark ambientową masą, drugi zaś rytualna procesją. Pośród “ukrytych w nowym kontekście” dzieł muzyki współczesnej były m. in.: Vibra-Elufa K. Stockhausena, Alarm P. Rudersa, Entre Funerailles II M. Applebauma. Plastyczność dzieł pozwoliła na wykreowanie, spreparowanych zawczasu improwizacji, które wynikały z nich, bądź do nich prowadziły.

Współtwórcami materii dźwiękowej byli, wraz ze mną: perkusista Bartosz Sałdan i kompozytor Piotr Peszat, tym razem w roli wykonawcy właśnie. Obaj fantastyczni muzycy są związanie, podobnie jak ja, z ansamblem muzyki współczesnej Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble, zespołem stacjonującym w Krakowie. Bartosz i Piotr w nieocenionym stopniu przyczynili się do zaistnienia projektu w tej formie, w której został tym razem zaproponowany odbiorcy. Widowisko nie miałoby większego sensu, gdyby nie kreatywność indywidualna, silna tożsamość artystyczna i ufna współpraca przy tworzeniu warstwy muzycznej. Projekt bazuje wprawdzie na mojej koncepcji, ale aby nabrał wartości artystycznej i estetycznej, potrzebuje “współkreacji”.

Pomysł na Alarm, jako formę powtarzalną, seryjną, w pewnym ujęciu patrząc, narodził się niedawno, a sens tego zamierzenia potwierdził się tym razem. Stało się tak, ponieważ aplikowana tu idea otwierania nowych ścieżek percepcji muzyki, sprawdza się. Tak jest moim zdaniem, a także zdaniem pewnych osób, z którymi miałem okazję prowadzić dysputę w dniach następujących bezpośrednio po wydarzeniu.

A dni te spędziłem bardzo aktywnie na spotkaniach, na rozważaniach nad recepcją i percepcją widza, tak ze środowiska, jak spoza niego, tak ze świata kultury wyższej, jak  popularnej, czy kompletnie niezwiązanego ze światem kultury czy sztuki. Dialog z niezwykle wartościowymi ludźmi daje podstawę pod obszerniejszy dyskurs. A dyskurs ten trafił w między czasie na grunt literacki, radiowy, naukowy, i trwa. Jego efektem mogą być przeróżne zjawiska, ale przede wszystkim będzie to następne wydanie spektaklu Alarm, percussion thriller w kolejnym mieście i, mam nadzieję, prędzej aniżeli później.

Tymczasem, z radością zapraszam do obejrzenia, fotorelacji z ostatniej edycji Alarmu. Autorami zdjęć są Grzegorz Wnuk i Robin Holm (Estrada Rzeszowska).

Advertisements